„— Sien — powtórzył tylko.
— Weszłam i zobaczyłam cię leżącego. Pobiegłam prędko do domu i przyniosłam kartofle i fasolę. Są już gotowe.
Utłukła na talerzu kartofle, dodała zielonej fasoli, usiadła na brzegu łóżka i nakarmiła go.
— Dlaczego co dzień dawałeś mi pieniądze, jeżeli sam miałeś za mało Tym, że głodujesz, nie pomożesz nikomu.
Vincent mógł z konieczności cierpieć niedostatek całe tygodnie czekając na pieniądze od Thea, lecz niespodziewana życzliwość złamała jego upór. Postanowił udać się do Tersteega. Krystyna wyprała mu koszulę, nie miał jednak żelazka, by ją odprasować. Nazajutrz rano przygotowała mu skromne śniadanie chleb i kawę. Po czym wybrał się w drogę. Przy jednym z zabłoconych trzewików brakowało obcasa, spodnie były brudne i połatane. Włożył płaszcz Thea, za krótki i przyciasny. Wytarty krawat przekręcił się na lewo i leżał całkiem krzywo. Na głowę włożył jedną ze swych fantastycznych czapek, nie wiadomo jakim cudem i skąd wytrzaśniętych.
W jednym z okien wystawowych na Plein ujrzał własne odbicie. Był to jeden z tych rzadkich momentów, kiedy z okrutną wyrazistością widział siebie tak, jak go musieli widzieć mieszkańcy Hagi brudny, nieuczesany i zaniedbany włóczęga, chory, cudaczny i zdeklasowany.“(8)
książki |skup złomu |Sok Noni Warszawa